piątek, 28 listopada 2014

Złoto i róż

Ostatnio pokochałam połączenie pastelowego różu ze złotem. Wygrzebałam odpowiednie lakiery i zmalowałam delikatny manicure właśnie w tych kolorach. Co prawda nie są to typowo jesienne barwy, ale kto zrozumie kobietę i jej zachcianki. Efekt końcowy na paznokciach bardzo mi się podoba i na pewno będę nie raz do nich wracać. W tym mani użyłam dwóch lakierów. Pastelowy róż pochodzi z firmy Life i jest to nr 36(lakiery dostępne w SuperPharm), złoty natomiast to Orly w odcieniu Luxe. Całość utrwaliłam top coatem Seche Vite, który pięknie je nabłyszczył . 














Co myślicie o takim połączeniu? Jesteście na tak, czy wolicie inny kolory połączone ze złotem? 

Pozdrawiam :)

Beata

środa, 26 listopada 2014

Keratynowe prostowanie włosów, Alfaparf

W zeszły weekend razem z przyjaciółką postanowiłyśmy wykonać sobie nawzajem zabieg prostowania keratynowego na naszych włosach. Kasia miała wykonywany ten zabieg w salonie fryzjerskim jakiś czas temu, ja natomiast przystąpiłam do niego pierwszy raz. W salonach fryzjerskich koszt takiego prostowania jest przerażająco duży, więc robiąc go w domu możemy zaoszczędzić sporo pieniędzy. Jedynym minusem całego zabiegu jest czasochłonność. Nam wykonanie go na dwóch głowach zajęło to ok. 8-9h, czyli całkiem sporo. Sam w sobie zabieg jest dziecinnie prosty i poradzi sobie z nim każdy, po prostu wystarczy tylko trochę cierpliwości i dokładności. Dziś opiszę wam krok po kroku jak wykonuje się takie prostowanie i przedstawię efekty, którymi jestem zachwycona.  


Zabieg prostowania keratynowego wykonywałyśmy kosmetykami firmy Alfaparf. Zestaw jaki widzicie na zdjęciu można dostać między innymi na allegro i jego koszt to ok. 75 zł. W jego skład wchodzą 4 mini produkty, które spokojnie wystarczą na wykonanie zabiegu. 


Pierwszym krokiem jaki musimy wykonać jest dokładne umycie włosów przy pomocy Deep Cleasing Shampoo. Jest to głęboko oczyszczający szampon jaki wypłucze z naszych włosów wszystkie pozostałości po kosmetykach pielęgnacyjnych. Włosy po jego użyciu są bardzo szorstkie co początkowo mnie przeraziło, ale jak się później okazało nie było się czym przejmować. Po umyciu i wysuszeniu włosów suszarką można przejść do następnego kroku. 


Następnym etapem jest nakładanie na osuszone włosy Smoothing Fluid. Tutaj najlepiej podzielić sobie włosy na kilka części i po małym paśmie nakładać dokładnie płyn. Po nałożeniu płynu na pasmo przeczesujemy je i staramy się ułożyć je do prosta i jak najmniej ruszać głową. Kiedy pokryjemy wszystkie włosy pozostawiamy je tak na ok. 30 min do wchłonięcia produktu.


Detangling Cream nakładamy w kolejnym kroku w przypadku włosów zniszczonych i wrażliwych. Następnie przeczesujemy włosy i także pozostawiamy na kilka minut


Nie spłukując wcześniejszych dwóch produktów z włosów suszymy je i przechodzimy do prostowania. Znów dzielimy sobie włosy na części i podobnie jak w przypadku nakładania fluidu prostujemy bardzo małe pasma. Każde z pasm przeciągamy prostownicą nagrzaną do 200-220 st. ok. 6-8 razy(my przeciągałyśmy 10-15).  

Po wykonaniu prostowania na całej głowie spłukujemy wszystko z głowy i na wilgotne włosy nakładamy Rehydrating Mask.  Po 5 minutach spłukujemy go z włosów i gotowe. Możemy wysuszyć włosy.


A teraz najważniejsze, czyli efekty. 



Tak jak widzicie moje włosy przed wykonaniem zabiegu bardzo lubiły się puszyć. Na zdjęciu przed tego nie widać, ale często też się kręciły i falowały. Ogólnie bez użycia prostownicy na mojej głowie panował nieład i nie dało się wyjść tak do ludzi. Zdjęcie "po" jest wykonane po umyciu włosów kilka dni po wykonaniu zabiegu. Efekt jaki uzyskałam jest rewelacyjny. Włosy w ogóle się nie puszą, są proste i odżywione. Wyglądają na zdrowe i pięknie się błyszczą. Efekt prostowania ma wypłukiwać się powoli. Mam nadzieję, że będę mogła się nim cieszyć przez jakieś 2-3 miesiące, a po tym czasie na pewno wykonam go ponownie. 



Jeśli macie problem z puszeniem i kręceniem włosów to serdecznie polecam Wam ten zabieg. My z Kasią jesteśmy z niego bardzo zadowolone i tak jak mówiłam na pewno zdecydujemy się na niego raz jeszcze. 


Pozdrawiam :)

Beata

poniedziałek, 24 listopada 2014

Eveline, Krem-Serum Argan&Vanilla

Nie wiem jak to wygląda u Was, ale moje dłonie w okresie jesienno-zimowym przeżywają bardzo ciężki czas. Niskie temperatury i częsty wiatr sprawiają, że są one przesuszone i potrzebują specjalnej pielęgnacji. W lecie kremy do rąk nie muszą dla mnie istnieć, ale za to teraz używam ich kilka razy dziennie. Najbardziej lubię treściwe kremy, które dobrze nawilżają i zmiękczają skórę. Ważne jest dla mnie także, żeby szybko się wchłaniał. Wszystkie te cech znalazłam ostatnio w Luksusowym Kremie-Serum Argan&Vanilla z firmy EvelineZużyłam już prawie całe opakowanie tego produktu i wiem już, że na pewno kupię go ponownie. 


 Skóra po aplikacji kremu jest tak gładka i jedwabista, że aż przyjemnie się ją dotyka. Zupełnie znika szorstkość, krem doskonale dba o kondycję dłoni. Po kilku dniach codziennego używania można zauważyć poprawę napięcia skóry i większą elastyczność. Nie ma on bardzo gęstej konsystencji jednak jest  treściwa i wystarczy użyć go dosłownie odrobinę. Poza bardzo dobrym działaniem kosmetyk ten wyróżnia piękny zapach, który utrzymuje się na dłoniach dobre kilka godzin. Osobiście nie przepadałam nigdy za waniliowym zapachem, jednak w tym kosmetyku wprost go uwielbiam.
Cena to ok 9 zł za opakowanie o pojemności 100 ml.




 
Wy także macie problemy z skórą dłoni w tym okresie? Jakie polecacie kremy?

------------------------
Ps. Od pewnego czasu moje nowe posty pojawiają się w Blogrollu z bardzo dużym opóźnieniem i przez to duża liczba osób nie wie o istnieniu nowej notki. Może macie pomysł czym może być to spowodowane i jak to naprawić bo ja jestem bezsilna :(


Pozdrawiam :)

Beata

piątek, 21 listopada 2014

Matting Day Cream, Lambre

Matting Day Cream z linii Everymatting jest pierwszym kosmetykiem Lambre z jakim mam do czynienia. Krem bardzo mile mnie zaskoczył i dzięki temu mam ochotę wypróbować więcej kosmetyków tej marki. Od kremu na dzień wymagam zawsze, żeby matowił skórę, dobrze się wchłaniał i sprawdzał się pod makijaż. Jeśli ma on te trzy cech to jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie on ze mną na dłużej. Jakiś czas temu do mojej pielęgnacji wprowadziłam krem Lambre i jestem na tyle zadowolona z działania, że dziś postanowiłam napisać Wam o nim kilka słów.



Jeszcze przed pierwszym użyciem bardzo spodobało mi się opakowanie w jakim zamknięty jest produkt. Szklana buteleczka z złotymi elementami wygląda bardzo elegancko i dodatkowo posiada aplikację w formie pompki, którą osobiście lubię. Jest to dużo bardziej higieniczne rozwiązanie niż nabieranie kremu z słoiczka. Jednak oczywiście nie o opakowanie chodzi w kosmetykach, a o działanie. W tym też się na zawiodłam, bo producent stanął na wysokości zadania. Jak sama nazwa linii wskazuje znajdziemy w niej kosmetyki matujące, które mają pomóc w regulacji produkcji sebum. Krem przeznaczony jest do cery mieszanej i tłustej. Moja skóra twarzy jest mieszana, z tendencją do przetłuszczania się w strefie T, także jest on do niej jak najbardziej odpowiedni. Nałożony na oczyszczoną skórę twarzy widocznie ją matowi i jednocześnie wygląda ona na odżywioną i pełną blasku. Krem mimo swojej rzadkiej konsystencji jest treściwy i szybko się wchłania. Wystarczy kilka minut i możemy nakładać na niego makijaż, który dobrze się utrzymuje z taką bazą. Przy długotrwałym stosowaniu zauważyłam zmniejszenie produkcji sebum w strefie T, co jest dla mnie bardzo dużą zaletą tego kosmetyku. Zapach jest delikatny i po chwili od użycia praktycznie nie wyczuwalny co dla większości osób może być plusem przy kosmetyku do twarzy.
Krem kosztuje 54 zł i można go zamówić m.in. na stronie Lambre. Uważam, że jest to rozsądna cena za dobry jakościowo produkt, który tak pozytywnie wpływa na skórę. 






Jakie są Wasze ulubione kremy do codziennej pielęgnacji twarzy? Lubicie kosmetyki Lambre?

Pozdrawiam :)

Beata

środa, 19 listopada 2014

Walka z cellulitem przy pomocy CelluBlue



Jeśli chodzi o cellulit to jest to chyba nierozłączny problem większości kobiet. Nie ma tu znaczenia czy są one szczupłe, czy mają trochę ponadprogramowych kilogramów. Tzw. "pomarańczowa skórka" niejednej z nas spędza sen z powiek. Zazwyczaj przypominamy sobie o ty kobiecym problemie w okresie wiosennym, kiedy powoli przychodzi czas na zakładanie lżejszych ubrań. Jednak może warto pomyśleć o walczeniu z nim już zimą? W tedy na pewno zdążymy się go pozbyć do lata i nie będziemy czuć skrępowania podczas wizyty na plaży. Jeśli chodzi o metody pozbycia się cellulitu to jest ich całe mnóstwo. Zaczynając od różnych kosmetyków, a kończąc na profesjonalnych zabiegach w salonach kosmetycznych. Ja od pewnego czasu walczę z cellulitem w domu, przy pomocy małego przedmiotu jakim jest CelluBlue. Dziś przybliżę Wam trochę to małe i bardzo przydatne urządzenie. 



CelluBlue to malutki kubeczek wykonany z sylikonu chirurgicznego. Dzięki temu małemu niepozornemu przyrządowi możemy wykonywać w domu masaż na naszym ciele, który przyczynia się do zwalczania pomarańczowej skórki. CelluBlue pomaga wyzwolić lipolizę, czyli usuwanie tłuszczu z komórek. Używanie go jest dziecinnie proste. Wystarczy nam ulubiony olejek czy też oliwka, które będą poślizgiem dla kubeczka i odrobina czasu. Możemy go używać wszędzie gdzie tylko widzimy taką potrzebę. Przejdę teraz do tego jak prawidłowo używać CelluBlue.

Na początku delikatnie ściskamy boki CelluBlue i przykładamy, ciągle je ściskając, do wybranego obszaru na ciele. Następnie delikatnie puszczamy boki CelluBlue, aby powoli zassał do środka skórę. Poziom zassania możemy kontrolować delikatnie podnosząc CelluBlue i wpuszczając odrobinę powietrza, co zmniejszy nacisk na skórze. Kiedy kubeczek zassie się możemy przejść do masażu. Poruszamy nim z dołu do góry przez 3 minuty, następnie 1 minutę w prawo i w lewo. Wykonujemy kuliste ruchy przez 1 minutę, zawsze od dołu do góry. Zaleca się na każdy obszar co najmniej 5 minut masażu. Na początku producent proponuje wykonywanie codziennie sesji, do osiągnięcia zadowalających rezultatów. 

Jeśli mowa o rezultatach to zgodnie z obietnica powinny się pojawić po ok. 20 dniach codziennego stosowania. Dużo tu zależy od tego jak duży posiadamy cellulit i czy mamy go od dawna. Dlatego też czas do osiągnięcia upragnionego efektu może być u każdego inny. U mnie po ok. 2 tygodniach zauważyłam pierwsze efekty. Na początku było to wyraźne napięcie skóry. Stała się ona bardziej spężysta i jędrna. W miarę systematycznego stosowania wydaje mi się, że cellulit robi się mniej widoczny dlatego będę stosowała CelluBlue nadal.






Słyszałyście o tym urządzeniu do walki z cellulitem? Jakie macie najlepsze metody na pozbycie się go?

Pozdrawiam :)

Beata

poniedziałek, 17 listopada 2014

Moje nowości

Zakupy chyba zawsze poprawiają kobiecie humor. Czasem wystarczy dosłownie kilka drobiazgów i od razu mamy lepszy nastrój. W weekend udało mi się odwiedzić parę sklepów i w efekcie wróciłam do domu z kilkoma nowymi rzeczami. Pomimo, że jestem zadowolona z kosmetyków jakie udało mi się kupić to najbardziej cieszę się z świeczki. Mowa o WoodWick, o której marzyłam od bardzo dawna. Kiedy zobaczyłam je w TK Maxx od razu wiedziałam, że już nie wyjdę bez jednej. Były dostępne 3 zapachy w różnych wielkościach, a ja zdecydowałam się na średni słój Berry Sorbet. Zapach jest dokładnie taki jak lubię, czyli słodki, ale przy tym nie mdły. Dodatkowo uwielbiam dźwięk jaki wydaje podczas palenia, to coś wprost magicznego. 




W TK Maxx-ie udało mi się upolować także lakier OPI w kolorze I'm Feeling Sashy. To piękny fioletowy chłodny odcień idealny na zimę. Lakier pochodzi z kolekcji Miss Universe 2013 i kosztował niecałe 20 zł.


Nie byłabym też sobą gdybym nie skorzystała z Rossmanowej promocji na kolorówkę. Postanowiłam wypróbować szminkę Maybelline Color Sensational w odcieniu 250 i dobrałam do niej konturówkę z Eveline nr 12 Pink. Na ustach ten duet w odcieniu brudnego zgaszonego różu prezentuje się idealnie. 




Ostatnia nowość to szminka do ust, tylko tym razem z firmy Inglot. Kolor jaki wybrałam(294) jest dość odważny i raczej nie będzie pasował na wszystkie okazje. Jednak od dłuższego czasu chciałam mieć w kolekcji właśnie taki mocniejszy kolor, a okres jesienny jest idealnym momentem na testowanie takich szminek.




Wasz weekend też był obfity w jakieś nowości? Ja uzupełniłam swoją kolorówkę na okres jesienno-zimowy i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Co do świeczki to gorąco Wam polecam poszukać w Tk Maxxie i chociaż powąchać ich piękny zapach. 

Pozdrawiam :)

Beata

czwartek, 13 listopada 2014

Manicure hybrydowy IBD, Funny Bone

Ostatnio na Instagramie pokazywałam Wam, że robię nowe paznokcie hybrydowe i z racji tego, że nie miałam  jeszcze okazji zaprezentować Wam ich w całości postanowiłam dziś to zrobić. Kiedyś mogliście zobaczyć u mnie już odpowiednik Fiji z firmy IBD, a tym razem przyszedł czas na róż o nazwie  Funny Bone. Jest to dokładnie taki odcień  różu, który ja uwielbiam. Nie za ciemny i nie rzucający się bardzo w oczy. Jeśli chodzi o trwałość lakieru to jest tak samo jak w przypadku koloru który opisywałam już Wam kiedyś. Ja paznokcie hybrydowe zmieniam zazwyczaj co ok. 10 dni z racji odrostu, który zaczyna mnie już w tedy denerwować. Do tego momentu lakier trzyma się doskonale na paznokciach. Nie ma z nim także  najmniejszych problemów z utwardzaniem pod lampą i dwie warstwy koloru wystarczają do pełnego krycia.Gęstość też jest odpowiednia, dzięki czemu nic się nie zlewa na krawędzie.  
Ogólnie lakiery hybrydowe są zbawieniem dla moich paznokci, które na co dzień są miękkie i delikatne. Zwykłe lakiery czasem nie utrzymują się na nich nawet dwóch dni, a tutaj mam spokój na praktycznie dwa tygodnie. 











Wy używacie lakierów hybrydowych? Jakie są Wasze ulubione firmy? Słyszałam, że fajnie sprawdzają się lakiery Semilac i zastanawiam się czy nie skusić się na zestaw własnie tej firmy w jakimś jesiennym odcieniu.

Pozdrawiam :)

Beata
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...