poniedziałek, 29 lipca 2013

Podkład, który uczynił tragedie na mojej twarzy

Dopiero dziś uświadomiłam sobie jak dawno nie napisałam nowego postu. Czas pędzi strasznie szybko i pomimo wakacji mam go bardzo mało. Dzisiejszy post nie będzie to co prawda typową recenzją, a raczej przestroga dla Was przed zakupem podkładu Lirene. 
Moja historia z tym kosmetykiem zaczęła się zupełnie niewinnie. Z racji tego, że nabrałam odrobinę koloru potrzebowałam ciemniejszego podkładu, którym będę przyciemniać swojego MaxFactora. W Rossmannie natknęłam się na promocje podkładu Lirene Complete Coverage za chyba 11 zł, a dodatkowo miałam przyjemne wspomnienia po wcześniej używanym fluidzie City Mat, więc bez wahania dokonałam zakupu.  


Wybrałam najciemniejszy odcień, czyli 06 OPALONY i kolejnego dnia zaczęłam używać nowy nabytek. I właśnie w tym miejscu kończy się przyjemna część tej opowieści. Już pod koniec pierwszego dnia po użyciu kosmetyku na twarzy zauważyłam niepokojące niespodzianki. Nie przejęłam się tym za bardzo, ponieważ jak większości zdarzają mi się wypryski na twarzy. Tak wiec nic nie podejrzewając używałam podkładu nadal... Największa tragedia miała miejsce po 3 dniu używania kosmetyku. Dotykając moją twarz wieczorem po demakijażu czułam dziesiątki podskórnych pryszczy i zgrubień. Próbowałam jakoś ratować twarz posiadanymi kosmetykami pielęgnacyjnymi i poszłam spać z nadzieją, że kolejnego dnia będzie lepiej. Jak pewnie się już domyślacie nie było... Było gorzej i to dużo gorzej. Praktycznie cała twarz była zaczerwieniona, a wykwitów było jeszcze więcej i pojawiały się w miejscach, w których nigdy wcześniej nie miały w zwyczaju być. To była istna tragedia i kompletnie nie wiedziałam co zrobić ze swoją twarzą. Oczywiście od razu odstawiałam podkład i przystąpiłam do walki z tym okropieństwem. 




Z tego co dowiedziałam się po fakcie wiele osób zapycha ten podkład, ale oczywiście człowiek zawsze jest mądry po szkodzie i w tedy szuka informacji. Na szczęście udało mi się już opanować sytuację i twarz dochodzi do siebie. Bardzo pomogły mi w tym pewne kosmetyki, o których opowiem wam w kolejnym poście. Tak, więc radzę Wam omijać ten podkład szerokim łukiem. Nikomu nie zyczę takiej przygody na twarzy ;/

Jestem ciekawa czy Wy używałyście tego podkładu i czy miałyście z nim podobny problem? Jeśli tak to koniecznie dajcie mi znać w komentarzach.

Pozdrawiam 

Beata

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rimmel Scandaleyes Lycra Flex

Tusz do rzęs to jeden z tych kosmetyków bez którego nie wyobrażam sobie codziennego makijażu. O ile mogę zrezygnować z cieni czy też kreski to tuszu muszę użyć zawsze. Ogólnie moje rzęsy to dość obszerny temat. Po pierwsze te na prawym oku są zupełnie inne od tych na drugim. To sprawa mojej głupoty, gdy byłam dzieckiem i zdecydowałam podciąć sobie je na jednym oku aby szybciej urosły :P Rzęsy oczywiście odrosły, ale nie były wcale dłuższe, ani gęstsze. Za to mają zupełnie inny kształt. Gdybym miała je podsumować w dwóch słowach to byłyby to: długie i proste. No ale cóż nie każdy musi mieć pięknie podkręcone sięgające do brwi firanki. Ale nie o moich rzęsach dziś mowa, tylko o tuszu Rimmel Scandaleyes Lyca Flex. 


Próbowałam już na prawdę wielu tuszy do rzęs. Były to zarówno te z wyższej jak i z niższej półki cenowej. I jeszcze żaden nie uczynił cudu na moich rzęsach i osobiście wątpię, że kiedyś to się jakiemuś uda. Z tym tuszem na początku nie polubiłam się za bardzo. Stało się tak z racji wielkiej szczoteczki do której zupełnie nie mogłam się przyzwyczaić. Dopiero po kilku dniach opanowałam jej użycie i mogłam wytuszować rzęsy bez brudzenia całej powieki dookoła. Jeśli chodzi o efekty na rzęsach to tusz nie skleja ich, delikatnie pogrubia i unosi. Nie zauważyłam jakiegoś znacznego podkręcenia, ale to raczej standard u mnie. Tusz nie osypuje się w ciągu dnia, a przy demakijażu nie ma problemów z jego zmyciem. Minusem może być zbyt duża ilość tuszu jaka nabiera się na szczoteczkę. Konsystencja natomiast jest jak dla mnie odpowiednia, nie za rzadka nie za gęsta i dzięki temu mascara idealnie nakłada się na rzęsy. 

Cena: 29 zł


Oto efekt:



Jakie są Wasze ulubione mascary? Lubicie tusze Rimmel?

Pozdrawiam :)

Beata 

sobota, 13 lipca 2013

Idealne zastępstwo bazy pod cienie, czyli Paint Pot MAC

Witajcie :)
Kosmetykiem jaki dziś Wam pokaże będzie Paint Pot firmy MAC. Ogólnie bardzo lubię tą firmę i zawsze jestem zadowolona z ich kosmetyków. Ceny co prawda nie są zbyt niskie, ale z racji dużej wydajności koszty się rozkładają. Jakieś kilka miesięcy temu zakupiłam wyżej wspomniany Paint Pot w odcieniu Bare Study i od tego momentu doskonale zastępuje on u mnie bazę pod cienie.


Moje powieki są dość tłuste i cienie nie utrzymywały się na nich nigdy zbyt długo. Już po kilku godzinach zbierały się w załamaniu co nie wyglądało estetycznie i przy tym bardzo mnie denerwowało. Ratunkiem była dla mnie w tedy baza pod cienie Artdeco, która sprawdzała się idealnie jednak bardzo szybko wyschła i aplikacja nie była przyjemna. I tutaj rewelacyjnym zastępstwem okazał się kosmetyk MAC. Jest to co prawda cień w kremie, ale ze względu na swoją rewelacyjną trwałość używam go jako bazy. Specjalnie wybrałam jak najbardziej neutralny kolor, aby nie kolidował z odcieniami nakładanych na niego cieni. Co tu dużo mówić kocham ten produkt i jestem pewna, że zawsze będzie w mojej kosmetyczce. Cienie utrzymują się na nim cały dzień w takiej samej postaci. Nic się nie waży i nie zbiera. Delikatnie podbija on też kolor cieni, ale nie w aż tak dużym stopniu jak robią to typowe bazy. Konsystencja jest bardzo kremowa, dzięki czemu w łatwy i delikatny sposób możemy rozprowadzić Paint Pot na powiece. Jeśli chodzi o wydajność to po dobrych 4 miesiącach używania zużycie jest zupełnie niewidoczne. Cena to 80 zł i oczywiście nie jest ona niska, ale ze względu na to, że będę używała tego kosmetyku przez na prawdę długi czas uważam ją za rozsądną. 





Jestem ciekawa czy używałyście kiedyś tego Paint Pota i co o nim myślicie? A może planujecie dopiero jego zakup. Jeśli tak to nie macie na co dłużej czekać :)

Pozdrawiam :)

Beata

poniedziałek, 8 lipca 2013

Delikatny manicure z dodatkiem srebra

 Tak jak obiecałam staram się wrócić do systematycznego dodawania postów i mam dziś dla Was propozycje delikatnego manicure. To, że uwielbiam lakier Essie w odcieniu Fiji wie prawie każdy. Jednak trochę znudził mi się on solo na paznokciach, więc postanowiłam go odrobinę wzbogacić. Niby nie jest to nic specjalnego, ale efekt końcowy mnie osobiście zauroczył. Mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu :)


Do wykonania tego manicure użyłam dwóch lakierów jakimi są:
Essie - Fiji 
Orly - Shine













Co sądzicie o takim zdobieniu na paznokciach? 

Pozdrawiam :)

Beata

wtorek, 2 lipca 2013

Kolagenowy żel do mycia twarzy COLWAY

Witajcie :)
Powinnam uczyć się teraz do obrony pracy licencjackiej, która czeka mnie już w ten piątek, ale jak to ze mną bywa wszystko inne wydaje się być ważniejsze i przy tym dużo ciekawsze. I tak też w przypływie nagłej weny chciałabym Wam przedstawić mój ulubiony w ostatnim czasie żel do mycia twarzy. Żel ten przez jakiś czas leżał pomiędzy moimi zapasami kosmetycznymi, ale w końcu przyszła na niego pora i od dwóch miesięcy nie rozstaje się z nim nawet na jeden dzień. 


Z kolagenowymi kosmetykami miałam już styczność jakiś czas temu i zawsze pozytywnie mnie zaskakiwały. W stosunku do tego żelu też miałam dobre przeczucia i oczywiście nie myliłam się. Już od pierwszego użycia wiedziałam, że będzie to mój ulubieniec. 

Ma on gęstą konsystencję i juz jedna pompka spokojnie wystarcza do oczyszczenia całej twarzy. Dzięki temu kosmetyk jest nieprawdopodobnie wydajny. Używam go już od ponad dwóch miesięcy i pozostało mi jeszcze dobre pół opakowania. Zapach jest bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny. Osobiście jest to dla mnie plus, ponieważ nie lubię mocnych zapachów w tego typu kosmetykach. Po rozprowadzeniu na twarzy żel delikatnie się pieni i w wspaniały sposób usuwa wszystkie zanieczyszczenia. Po jego zastosowaniu skóra jest delikatna, napięta i nawilżona. Zaletą kosmetyku jest wygodna aplikacja w formie pompki, dzięki czemu wszystko jest higieniczne. Jedynym minusem jaki dostrzegam to zabudowane opakowanie, przez co nie widzimy ile kosmetyku pozostało w butelce.


Skład dla osób zainteresowanych:




W butelce znajduje się 250 ml kosmetyku, co jest sporą ilością zwłaszcza biorąc pod uwagę wydajność żelu. Koszt kosmetyku to 87 zł na stronie Lagenko. Dla jednych może wydawać się to dużo dla innych w sam raz. Ja osobiście uważam, że jest to adekwatna cena do jakości i wydajności kosmetyku, który w spokoju wystarczy nam na 4-5 miesięcy.


Miałyście okazję stosować kosmetyki kolagenowe? Jakie są Wasze odczucia co do nich?

Pozdrawiam :)

Beata
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...