Idealne połączenie lakierów Revlon

Idealne połączenie lakierów Revlon

Pod postem lakierowym jaki zamieściłam niedawno sporym zainteresowaniem cieszyły się lakiery Revlon. Dlatego też dziś przygotowałam Wam manicure wykonany przy ich użyciu. Lakiery idealnie do siebie pasują, jakby były stworzone do łączenia :) Całość jest bardzo delikatna, czyli taka jak lubię najbardziej. Lakiery jakich użyłam to Revlon 281 Classy oraz Revlon 261 Sparkling. Lakiery bardzo miło mnie zaskoczyły. Krycie jest rewelacyjne, już jedna warstwa bardzo ładnie kryje płytkę nie pozostawiając prześwitów. Ja jednak tradycyjnie pokrywam paznokcie dwoma warstwami. Lakier nie pozostawia też smug i zacieków co zawsze denerwuje mnie w jasnych odcieniach. Jeśli chodzi o trwałość to są to jakieś 3-4 dni, czyli jak dla mnie całkiem w porządku. Chyba będę częściej sięgać po lakiery tej firmy.












Jak się Wam podoba ten manicure? Lubicie pastelowe kolory czy raczej stawicie na mocniejsze odcienie?

Pozdrawiam :)

Beata
Yankee Candle w końcu moje

Yankee Candle w końcu moje

Witajcie :)
Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku. Ja nadal cierpię na totalny brak czasu. Próbuję rozdysponować go na pracę, dwie szkoły i pisanie pracy licencjackiej. Jest na prawdę ciężko i dlatego w ostatnim czasie trochę się zaniedbałam w blogowym życiu. Mam nadzieję, że jakoś mi to wybaczycie i zrozumiecie tą chwilową nieobecność. 
W dzisiejszym krótkim poście chciałam pokazać Wam tylko małe zakupy jakie zrobiłyśmy wraz z Aldoną i Oliwią. W moje posiadanie wpadły w końcu produkty Yankee Candle o jakich marzyłam od dłuższego czasu. Zdecydowałam się na cztery woski i dwa samplery. Z zapachami pomimo małych obaw udało mi się trafić wprost idealnie. Gdybym jeszcze raz miała je wybierać zdecydowanie postawiłabym na te same nuty zapachowe. Moimi ulubieńcami bezapelacyjnie zostały Vanilia Lime oraz Wedding Day. Już przymierzam się do zakupu większych wersji tych zapachów.


Jestem ciekawa co Wy myślicie o świecach i woskach Yankee Candle? Macie jakieś swoje ulubione zapachy?

Pozdrawiam :)

Beata
Maseczka Last Minute

Maseczka Last Minute

Na maseczki i inne tego typu przyjemności dla mojej skóry mam ostatnio bardzo mało czasu. W najbliższym czasie nie zanosi się też niestety, żeby uległo to zmianie. Jednak zeszłego wieczoru udało mi się wygospodarować dla siebie pół godziny i postanowiłam wykonać kolagenową maseczkę Last Minute. Nazwa jest zdecydowanie adekwatna do sytuacji :) 


W małym kartoniku znajdziemy słoiczek z kolagenem oraz glinkę koalinową w formie proszku. Oba składniki należy dokładnie wymieszać i od razu nakładać na twarz, ponieważ papka bardzo szybko zastyga. Po zmieszaniu konsystencja jest bardzo gęsta jednak nie utrudnia to w żaden sposób aplikacji kosmetyku.Po nałożeniu odczekujemy ok 15-20 min i zmywamy glinkę letnią wodą. Ja do zmywania używam gąbeczek, więc przebiega to dosyć sprawnie. Maseczka nie posiada żadnego zapachu i nie podrażania skóry.


 Jeśli chodzi o działanie to producent zapewnia, że maseczka: 


  • Mineralizuje naskórek przywracając jędrność i gładkość skóry.
  • Wpływa stymulująco na produkcje własnego kolagenu
  • Przywraca naturalne pH skóry.
  • Tonizuje i rozświetla skórę.
  • Absorbuje zanieczyszczenia i zbędną chemię z naskórka.
  • Działa silnie antyseptycznie, czyli przeciwbakteryjnie, zmniejszając ryzyko zakażeń skóry.
  • Zwalcza bakterie epidermy, czyli te które znajdują się na powierzchni skóry.
  • Wspomaga leczenie trądziku
  • Uruchamia minerałozależne czynniki przeciwzmarszczkowe, przede wszystkim procesy przyrostu elastyny.
  • Doskonale nawilża, opóźnia procesy starzenia skóry.
  • Zabliźnia mikrorany po wszelkiego rodzaju inwazyjnych zabiegach kosmetycznych np. mikrodermabrazji.
  • Ściąga rozszerzone pory, regulując jednocześnie gospodarkę tłuszczową skóry.

Nie każdą z tych obietnic jestem w stanie sprawdzić i stwierdzić czy faktycznie tak zadziałała maseczka jednak to nie zmienia faktu, że twarz po jej zmyciu wygląda zupełnie inaczej. Przede wszystkim skóra jest uspokojona i wszystkie zaczerwienienia zminimalizowane. Rozszerzone pory są pomniejszone w widoczny sposób. Co więcej twarz jest bardzo delikatna i przyjemna w dotyku, a skóra napięta. Zabieg dostarcza również skórze odpowiedni poziom nawilżenia. Skóra po jej zmyciu jest jasna i promienna.

Cena maseczki to 20 zł i zakupić ja można na stronie internetowej Lagenko


Skład: 


Maseczka zdecydowanie sprostała moim oczekiwaniom. Jestem zachwycona zarówno jej działaniem jak i składem. Wydaje mi się, że byłaby idealnym rozwiązaniem przed jakimś większym wyjściem, kiedy chcemy szybko poprawić stan i wygląd naszej skóry. Mogę polecić ją Wam z czystym sumieniem i jestem pewna, że będziecie zadowolone. 

Pozdrawiam :)

Beata

Silor +B Organic Silca, regenerujący żel do ciała

Silor +B Organic Silca, regenerujący żel do ciała

Zazwyczaj do pielęgnacji ciała używałam balsamów, kremów czy maseł do ciała. Dlatego forma żelu tego kosmetyku bardzo mnie zaciekawiła. A mowa o Żelu regenerującym na bazie krzemu organicznego, Silor +B Organic Silca. Żel ten ma za zadanie wygładzać i regenerować naszą skórę, poprawić jej jędrność, przyspieszać gojenie ran i działać przeciwzapalnie. Tak jak widzicie lista obietnic jest dość duża i byłam również ciekawa czy one się spełnią.


Pierwszą rzeczą jaka przyciągnęła moją uwagę było to, że żel nie posiada żadnego zapachu. Co dla mnie jest pozytywna cechą, gdyż nie koliduje z zapachem naszych perfum i spokojnie możemy używać go zarówno na dzień jak i wieczorem. Żel jest wydajny i już niewielka ilość wystarczy na dokładną aplikację na dużej partii ciała. Jeśli chodzi o właściwości to na pewno nie możemy zarzucić mu złego nawilżania, ponieważ wywiązuje się z tego zadania doskonale.  Skóra jeszcze na drugi dzień jest bardzo dobrze nawilżona. Po aplikacji pozostawia lepką powłokę, która wchłania się po kilkunastu minutach. I to mógłby być dla mnie minus, ponieważ lubię jak kosmetyki wchłaniają się szybko i nie pozostawiają filmu na skórze. Po dłuższym stosowaniu widać lekkie napięcie skóry i poprawę elastyczności. Skóra jest tez delikatniejsza. Jeśli natomiast chodzi  o jego działanie przeciwzapalne i pomoc przy gojeniu ran to ciężko mi stwierdzić czy sprawdza się w tej kwestii, gdyż nie mam z tym problemów.


Cena żelu to ok. 35 zł za 200 ml. 


 Skład:


Uważam, że kosmetyk jest godny uwagi. Bardzo dobrze nawilża skórę i poprawia jej kondycję. Cena jest co prawda dość wysoka jak za tego typu produkt jednak za dobrej jakości kosmetyk warto czasem zapłacić trochę więcej.

Miałyście może do czynienia z kosmetykami tej firmy? Co o nich sądzicie? 

Pozdrawiam :)

Beata

Manicure z naklejkami Donegal

Manicure z naklejkami Donegal

Dawno na blogu nie było żadnego postu związanego z paznokciami. Powód tego był bardzo prosty. Moje paznokcie są ostatnio w opłakanym stanie i nie chciałam Was nimi wystraszyć. Musiałam obciąć je do zera i wrócić do odżywki Eveline. Dziś jednak zamarzył mi się jakiś kolor na paznokciach i przerwałam kurację. Kiedy wybrałam już kolor i pokryłam nim płytkę stwierdziłam, że czegoś mi brakuje i postanowiłam nieco urozmaicić manicure. Z pomocą przyszły naklejki Donegal z serii 3D. Była to moja pierwsza przygoda z tego typu ozdobami i przyznam, że nie było tak strasznie. Naklejki dobrze przywierają do paznokci, a klej jest bardzo mocny dzięki czemu ozdoby nie odklejają się. Są również dobrze wyprofilowane i pasuję do kształtu paznokci idealnie. Nadmiar wystający poza płytkę usuwałam delikatnie piłując. 


Jako lakier bazowy użyłam Essie Eternal Optimist. Po naklejeniu wzoru całość pomalowałam dla utrwalenia topcoat-em Essence.








Jestem ciekawa jakie Wy macie  przygody z naklejkami do paznokci i co sądzicie o takim urozmaiceniu?

Pozdrawiam :)

Beata
Lakier do ust L'Oreal Shine Caresse

Lakier do ust L'Oreal Shine Caresse

Jakiś czas temu weszłam do Douglasa z zamiarem zakupu Lip Buttera z Revlona. Podążając w kierunku szafy Revlona ku mojemu zdziwieniu zauważyłam  L'Oreal Shine Caresse. W tej sytuacji zakup masła musiał oddalić się w czasie i przy kasie znalazłam się lakierem do ust na jaki miałam ochotę już od bardzo dawna. Oczywiście nie obyło się bez problemów z wyborem kolorów. Też tak macie, że nie możecie zdecydować się na konkretny mając kilka ładnych przed sobą? Jednak w końcu udało mi się wybrać jeden odcień jakim jest 102 Romy.



Przyznam, że nigdy nie miałam kosmetyku do ust o podobnej konsystencji. Jest niby treściwa, ale przy aplikacji na usta wydaje sie bardzo rzadka. Na początku nie mogłam się do tego przyzwyczaić, ale z czasem nawet ją polubiłam. Lakier faktycznie na ustach utrzymuje się dłużej niż zwykłe szminki czy błyszczyki. Zauważyłam, że "wpija" się w strukturę ust i przez to trwałość jest dłuższa. Usta nim pokryte  delikatnie się błyszczą, jednak nie jest to taki połysk jak w przypadku błyszczyków. Nie wysusza on też ust i nie zbiera się w załamaniach. Wiec mógłby wydawać się idealny i prawie taki jest.


Jedynym zastrzeżeniem jakie mam jest to, ze kolor w opakowaniu nie odzwierciedla efektu na ustach. Na ustach odcień jest dużo ciemniejszy i bardziej intensywny. Nie wiem czy jest tak w przypadku wszystkich odcieni, czy tylko mi trafił się taki kolor. A może po prostu zachowuje się tak tylko na moich ustach. 


Gdyby nie ten mały minus związany z kolorem to nie miałabym do tego kosmetyku żadnych zastrzeżeń. Ale też nie mogę przekreślić go ze względu na to, że kolor w opakowaniu nie jest odzwierciedlony w 100%,  ponieważ w pozostałych kwestiach sprawdza się doskonale. Wydaje mi się, że przy najbliższej okazji skuszę się jeszcze na jakiś inny odcień dla porównania.

Miałyście do czynienia z tym lakierem do ust, a może z słynnym Glossy Stain YSL?

Pozdrawiam :)

Beata
Ciasteczkowy scrub do ciała

Ciasteczkowy scrub do ciała

Witajcie:)
Czy Wasz tydzień też zleciał tak szybko? Ja nawet się nie obejrzałam a już mamy piątkowe popołudnie. Co więcej myślałam, że ten tydzień będzie spokojny i trochę w nim odpocznę(w końcu to moje ferie) jednak okazało się zupełnie inaczej i zdecydowanie cierpiałam na brak czasu. Stąd też rzadko zaglądałam na bloga. Dziś jednak mam w planach nadrobienie wszystkich zaległości oraz mam dla Was krótką recenzję Peelingu do ciała. 
Nie wiem jak Wy, a ja zimą bardzo chętnie i często sięgam po peelingi i lubię też je zmieniać( w efekcie mam chyba 5 nadpoczętych :D). Jakiś czas temu w moje posiadanie trafił Body Scrub firmy Fennel o zapachu Coconut Cream Pie i właśnie dziś chciałabym przybliżyć Wam ten ciasteczkowy peeling.


Zacznę chyba trochę nie po kolei bo od zapachu. Dlaczego tak? Bo to właśnie on urzekł mnie w tym kosmetyku najbardziej. Wiem, wiem nie zapach  jest najważniejszy, ale gdybyście powąchały ten scrub wiedziałybyście o co chodzi. Tak apetycznie pachnącego kosmetyku nie miałam nigdy okazji używać. Pachnie dokładnie tak samo jak kokosanki i przy tym nie wyczuwam w nim żadnej chemii jak  czasem się zdarza. 


Odbiegając już od mega apetycznego zapachu scrubu przechodzę do tego co powinno zainteresować mnie najbardziej, czyli czy peeling faktycznie peelinguje. I owszem w tej kwestii również się sprawdza. Nie należy co prawda do bardzo mocnych ścieraczy, a raczej powiedziałabym, że do średnich. Mimo to bardzo dobrze złuszcza naskórek pozostawiając skórę gładką i delikatną. Na skórze pozostaje również wcześniej opisywany zapach i możemy go wyczuwać przez kilka godzin. Opakowanie, w którym mieści się 300 g produktu jest wygodne i można z niego z łatwością wydobyć kosmetyk. 
Cena peelingu to ok. 30 zł.


Ja polubiłam się z tym peelingiem i pewnie za jakiś czas do niego wrócę. Może wypróbuję też inne wersje zapachowe i mam nadzieję, że będą pachnieć tak samo wspaniale. 

Miałyście okazję używać jakiegoś scrubu Fennel? 

Pozdrawiam :)

Beata
Mobile mix

Mobile mix

Kilka miesięcy temu zastanawiałam się nad dodawaniem raz w miesiącu zbioru zdjęć z całego miesiąca. Jednak zawsze wydawało mi się, że nie mam nic co mogłoby Was zainteresować. Dziś postanowiłam zaryzykować i pokazuję Wam kilka zdjęć ze swojego telefonu. Początek roku był dla mnie dość leniwy, jednak druga połowa miesiąca była bardzo intensywna i czas płynął jak szalony.


1. Książki które aktualnie czytam.
2. Moje miasto - jeszcze w wersji świątecznej.
3. Chyba każdy lubi muzykę? 
4. Genialny smak - musicie koniecznie spróbować.
5. Kosmetyki otrzymane w ramach współpracy.


****************

1. Moja kolekcja perfum.
2. Kawaaa!!!
3. Kolejny  nabytek do ust.
4. Z serii w drodze na egzamin.
5. Oraz to co spędzało mi i większości studentów sen z powiek przez ostatnie 2 tygodnie.


Dajcie koniecznie znać czy macie ochotę posty takiego typu.
Ps. Muszę się Wam jeszcze pochwalić, że dziś zakończyłam walkę z sesją z wynikiem pozytywnym i  chyba mogę sprawić sobie jakąś nagrodę. Co myślicie? :)

Pozdrawiam :)

Beata
Pomadko-błyszczyk Celia

Pomadko-błyszczyk Celia

W ostatnim tygodniu miałam zdecydowanie za mało wolnego czasu. No ale takie właśnie są uroki sesji, w której doba ma zdecydowanie za mało godzin. W ten weekend czekają mnie jeszcze 4 egzaminy i to co najgorsze będzie za mną. Mam nadzieję, że złapię w tedy trochę więcej wolnego czasu i nadrobię wszystkie zaległości i w tym te blogowe. 
Kiedy pokazywałam Wam jakiś czas temu paczkę jaką dostałam od Ani  zapytałam co chciałybyście zobaczyć z bliska w pierwszej kolejności. Najbardziej zaciekawił Was podkład i pomadka Celii. Jeśli chodzi o podkład to będziecie musiały trochę zaczekać na jego recenzję ponieważ mam w tym momencie kilka na wykończeniu i chciałabym je zużyć do końca. Tymczasem pokazuję Wam pomadkę, z która bardzo się polubiłam.


Ania trafiła idealnie w mój gust z kolorem. Właśnie takie odcienie na ustach lubię najbardziej i wydaje mi się, że najbardziej do mnie pasują. Z pomadkami Celia miałam już styczność i bardzo je lubię. Jednak poprzednia pomadka jaką posiadałam miała w sobie drobinki i przez to jej struktura była trochę inna. 


Oprócz trwałości, która nie jest zbyt duża(ok 2-3h) pomadka ma same plusy. Ma bardzo delikatną konsystencję i łatwo aplikuje się na usta. Nie osadza się w załamaniu i nie waży się na ustach. Nie podkreśla suchych skórek, a usta nią pokryte delikatnie się błyszczą. dodatkowo ma piękny zapach i opakowanie, które cieszy oko. Kolor jaki posiadam to nr 5.


A Wy lubicie pomadki Celia? Macie jakieś w swoich kolekcjach? 

Pozdrawiam :)

Beata
Copyright © 2014 My beauty world , Blogger